Po raz kolejny mój skromny tekst w Tygodniku stał się inspiracją dla twórczości lidera ostrołęckiego SLD, Tadeusza Chabudzińskiego (fragment tutaj, reszta w papierze) Cieszę się. I to po dwakroć. Po pierwsze dlatego, że każdy autor, nawet najskromniejszy, cieszy się jak jego pisanina wywołuje jakąkolwiek reakcję. Po drugie dlatego, że ostatnio stronę SLD zdominowali autorzy (autor?) skrywający się pod pseudonimami Gienia Kotoska i Remigiusz Czartoryjski. A ja już zacząłem tęsknić do, prostego i jasnego jak myśl Lenina, języka Tadeusza Chabudzińskiego.
Lider SLD, tymże prostym i jasnym językiem, wytłumaczył internautom dlaczego nie zagłosuje na posła Arkadiusza Czartoryskiego. Zanim zlinkuję te wyznania odniosę się do słów, które odnoszą się do mnie…
Tadeusz Chabudziński pisze, że odtrąbiłem już zwycięstwo posła Czartoryskiego i że go „faworyzuję”.
Zarzuty bardzo poważne, biorąc pod uwagę, że żyjemy w państwie totalitarnym, a wszelkie przejawy sprzyjania PiS-owi mogą się skończyć dla dziennikarza tragicznie, z wywaleniem z pracy włącznie:)
Ale ja nawet w obliczu takiego zagrożenia stanę hardo i powiem twardo: „Słów swoich nie żałuję i do winy się nie poczuwam”.
A mówiąc poważnie: Stwierdzenie zawarte w moim tekście, że tylko kataklizm może pozbawić posła Czartoryskiego mandatu w przyszłej kadencji Sejmu to nie jest żadne faworyzowanie i odtrąbianie, tylko – wydaje mi się, że obiektywna – ocena szans wyborczych lidera PiS-u.
Dla równowagi, poniżej link do, jasnej i prostej jak myśl Lenina, charakterystyki posła Czartoryskiego skreślonej piórem lidera SLD. Proszę mi tylko nie zarzucać, że promuję. Tadeusz Chabudziński jest człowiekiem honorowym i na pewno za swoje słowa weźmie pełną odpowiedzialność.
A obserwatorzy lokalnej sceny politycznej niech sami czytają i oceniają. Tak więc: Bierzcie i czytajcie Tadka wszyscy.