platforma blogowa portalu Tygodnik Ostrołęcki

Chcom choć nie mogom

Spodziewam się, że możemy mieć w najbliższej kadencji radnego z najniższym poparciem w historii. To realne, że w Ostrołęce do zostania radnym może wystarczyć mniej niż 100 głosów.

Trzeba jednak spełnić dwa warunki. Jeden spełniają wszyscy kandydaci – startują w wyborach według durnej ordynacji. Drugi spełniają tylko wybrani – kandydaci z listy PiS.

PiS ma ten problem w najbliższych wyborach, że sporo działaczy i sympatyków partii, którzy figurowali na listach wyborczych cztery lata temu, dziś piastuje takie stanowiska, których nie można łączyć z zasiadaniem w radzie. Gdybym był złośliwy, napisałbym że po wyborach kandydaci PiS podostawali synekury w miejskich spółkach i w ratuszu. Ale, że złośliwy nie jestem, napiszę, że po prostu ugrupowanie, które wygrało wybory poobsadzało swoimi ludźmi kluczowe stanowiska w mieście. Nie ma w tym nic zdrożnego. Problem robi się przed kolejnymi wyborami.

Ludzie z listy PiS w poprzednich wyborach, pozatrudniani w spółkach i ratuszu, nie mogą tych stanowisk łączyć z mandatem radnego. Z drugiej strony, są to na tyle sprawdzeni i mocni kandydaci, że w najbliższych wyborach większość z nich zapewne znów zobaczymy na listach (tym bardziej, że nawet PiS nie ma w Ostrołęce takich kadr, żeby co wybory wystawiać kilkudziesięciu nowych ludzi).

Tak więc spora – jak przypuszczam – grupa ludzi z listy PiS będzie kandydować ze świadomością, że nawet jak ostrołęczanie na nich postawią, radnymi nie zostaną. No chyba, że ktoś po wyborach rzuci robotę, ale to raczej mało realne. Będą startować tylko po to, żeby zbierać głosy na listę. Jeśli okaże się, że wolą wyborców uzyskają ich tak dużo, żeby wywalczyć mandat – oddadzą go, zgodnie z ordynacją, następnemu z listy.

Zakładając – co jest niemal pewne – że wybory samorządowe wygra w Ostrołęce PiS i – co jest wielce prawdopodobne – że kandydaci na etatach nie pozwalających im sprawować funkcji radnego zbiorą lwią część głosów „na listę” może się okazać, że owi „następni z list” wejdą do rady zebrawszy poniżej 100 głosów. Czy tak będzie? Czas pokaże.

Na listach wyborczych PiS w poprzednich wyborach znalazłem 11 nazwisk osób, którym obecne etaty nie pozwalają na pełnienie funkcji radnego. Oto oni: Grzegorz Ciecierski, Grzegorz Płocha, Tadeusz Jarosik, Grzegorz Makowiecki, Wojciech Dorobiński, Marek Olszewski, Mariusz Mierzejewski, Ryszard Chrostowski, Robert Juchniewicz, Radosław Stachacz, Mariusz Prusaczyk. Zapewne przynajmniej kilka z tych osób będzie kandydować. Do tego trzeba jeszcze doliczyć Janusza Kotowskiego (w zeszłym roku kandydował na prezydenta i do sejmiku) oraz jego zastępcę – Pawła Stańczyka.

Jakoś dużo tych kandydatów, którzy startują tylko po to, żeby zbierać głosy na listę, a nie po to, żeby zostać radnym. Za dużo.

Wyjaśniam od razu – zwłaszcza kilku moim stałym komentatorom, którzy już pewnie uznali ten wpis za zwierzęco antyPiSowski – że nie chodzi mi o krytykę tego ugrupowania, ale wskazanie na idiotyczną ordynację wyborczą, powodującą że polski samorząd jest z kadencji na kadencję coraz bardziej upolityczniony i coraz mniej ma wspólnego z prawdziwą ideą samorządu lokalnego. Zmienić to może szybko i łatwo decyzja Sejmu – zmiana ordynacji polegająca na wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych i radykalne zmniejszenie liczby radnych w samorządach. Niestety, nie mam złudzeń. Żaden Sejm takich zmian w najbliższych latach nie wprowadzi. Tak więc, póki co, idziemy do urn i głosujemy na partie. Jednostka musi jeszcze poczekać, aż polska demokracja w smorządowym wydaniu dojrzeje. Na razie jest nieporadnym oseskiem.

Komentarze (7) do “Chcom choć nie mogom”

  1. prośba napisał(a):

    Proszę jeszcze policzyć koszty dodatkowych wyborów np. w trakcie tej kadencji powstałych w wyniku ordynacji większościowej. W tej chwili w miejsce odchodzącego radnego wchodzi następny z listy, w przypadku ordynacji większościowej konieczne byłyby dodatkowe wybory. Ilu radnych zmieniło się w tej kadencji – 6? 7? Proszę w przybliżeniu oszacować koszt organizacji dodatkowych wyborów (obwieszczenia, komisje itp.) według “lepszej ordynacji” na tym przykładzie.

  2. Piotr Ossowski napisał(a):

    Policzyłem. Koszty wynoszą zero złotych. Rozwiązanie jest proste (i znane). W przypadku JOW-ów miejsce po ewentualnym wygaśnięciu mandatu, zajmuje kolejny kandydat. I tyle. A co do zmian w trakcie kadencji to jest to niestety kolejna patologia. Zakaz startowania radnych w wyborach (no może poza wyborami prezydenta kraju), załatwiłby połowę problemu.
    Pozdrawiam
    Piotrek Ossowski

  3. prośba napisał(a):

    No cóż, może warto zapoznać się z ideą wyborów większościowych. Nie ma czegoś takiego jak “kolejny kandydat” – jest jeden zwycięzca, reszta to przegrani.
    Odsyłam do ordynacji wyborczej – patrz wybory (większościowe – jednomandatowe!) do Senatu.
    Podpowiedź – czy w przypadku śmierci Prezydenta Kaczyńskiego (wybory większościowe) jego miejsce zajął “kolejny kandydat”?
    Bardzo proszę zapoznać się z ideą JOW, bo pisząc takie banialuki tylko ją pan kompromituje.
    pozdrawiam
    anonim

  4. prośba napisał(a):

    PS. Podpowiedź druga – proszę poczytać również, jak wyglądają wybory uzupełniające w małych gminach – to znacznie wyklaruje obraz, ponieważ to również wybory samorządowe, jednak ordynacja większościowa, o czym pan redaktor zapewne wie.

  5. ładnie:) napisał(a):

    Tak, tylko Pani/Pan pisze o polskiej praktyce, a ja o ogólnej idei JOW-ów. Oczywiście, wybory do Senatu, to wybory większościowe, ale nie mamy w Polsce JOW-ów – wybieramy dwóch, trzech, czterech senatorów. Rozwiązania zastosowane w małych gminach też przecież nie wzięły się z księżyca, tylko z woli polityków. Nie widzę formalnych przeszkód, żeby ustawodawca wprowadził w samorządach ordynację wyborczą, według której w takim mieście jak Ostrołęka byłoby, powiedzmy 10 JOW-ów, i obowiązywała zasada, że w przypadku wygaśnięcia mandatu radnego, jego miejsce zajmuje kolejny z listy. Każda ordynacja to kwestia umowy, żadna nie jest idealna. A wybory prezydenckie to oczywiście inna bajka.
    Pozadrawiam
    Piotr Ossowski

  6. :) napisał(a):

    Błąd, błąd, błąd – wybieramy trzech, czterech senatorów, ale w razie wakatu ogłaszane są wybory uzupełniające, to po pierwsze
    po drugie – naczelną zasadą wyborów większościowych jest “zwycięzca bierze wszystko” – więc nie ma drugich, trzecich następnych miejsc.
    po trzecie – pańska propozycja, że dopasowujemy ordynację tak, że wchodzą “następni” powoduje, że… mamy wybory proporcjonalne (tylko zamiast 3 okręgów jest ich 10) :) :):)
    Naprawdę nie wiem, co Pańskim zdaniem usprawni 10 okręgów po 4 kandydatów na liście zamiast obecnych 3 okręgów po 46 kandydatów na liście.
    Zupełnie się Pan pogubił.
    pozdrawiam

  7. :) napisał(a):

    poprawka – 3 okręgów po 14 kandydatów na liście

Zostaw komentarz

*